Nie jestem tym ciałem…

Ta prosta sentencja, która jest podstawą filozoficzną wielu ścieżek wyznaniowych, że nie jesteśmy tym ciałem, lecz istotą duchową, zamieszkującą je. Kiedy tylko ją słyszymy, wydaje się ona taka prosta i nawet dla wielu wierzących osób taka oczywista. Jednak kiedy pomyślimy dłużej nad tym faktem i przeanalizujemy go głębiej, to jest to bardzo poważna i trudna wiedza, z którą nie bardzo wiadomo co zrobić w trakcie naszego szybko przeżywanego życia.  Nasze ciało, jest idealnym symulatorem w tym świecie materialnym i poprzez fakt, iż składa się z materialnych elementów wspaniale dopasowane jest do otaczającej nas rzeczywistości. Ale czy właśnie ta otaczająca nas rzeczywistość jest jedyną i nie ma nic ponad to? Współcześni filozofowie i twórcy modeli rzeczywistości próbują ją zaprzeczać, czy jak fenomenolodzy brać w nawias sięgając do procesów świadomościowych. Nawet fizycy jak S.Hawking negujący istnienie Boga mówią o koncepcji projekcji świata materialnego percepowanego zmysłowo lecz umysł utożsamia jedynie z substancją fizyczną – mózgiem. Znane już są  przecież nauce subtelne formy materii, jak fale elektromagnetyczne czy dźwięk. Wedy piszą o subtelnych formach materii, jest tam też wymieniony umysł. To właśnie umysł, przestrzeń i struktura zarazem, gdzie styka się dusza i impulsy płynące ze zmysłów, miejsce i czas naszego istnienia i pole działania świadomości.

Jeśli mamy to szczęście i w naszym życiu znajdziemy czas i sposobność, by ta wiedza o naszej niematerialnej naturze przebiła się poprzez zmysły do umysłu, poruszyła inteligencję i przekonała umysł, to w zasadzie w przekładzie na język materialny „trafiliśmy w totka”. Mówiąc troszkę poważniej, jeśli zdobędziemy taką pewność i przekonanie w sercu, zmieni się nasze patrzenie i percepcja. Stara rzeczywistość jawić się nam będzie jak oskarowy film oglądany na starego typu, czarno-białym, pudłowym, kineskopowym telewizorze. Nowa natomiast nie dosyć że HD to jeszcze w dodatkowym wymiarze. Zyskamy nowe patrzenie, oczami wiedzy. Ja, wieczna duchowa istota nie ginę, kiedy opuszczam to materialne ciało. Czy to nie najlepsza wiadomość w internecie jaką można znaleźć?

Dziś przypomniałem sobie o tym blogu :)

Nie wiem czy to prawda, dzisiejsze urządzenia lubią działać niezależnie, ale ciekawe swoją drogą czy ktoś tu zagląda żywy czy tylko roboty sprawdzające aktywność. Tak czy inaczej, skoro jest jakiś ruch wypada coś napisać. Przyznam się, że jest kilka tematów, które leżą odłogiem i już wkrótce spróbuję je tu zamieścić.

O wystawie i „Rytuał i oddanie”

Moje prace to fotografia „z wolnej” ręki i filozofującej myśli. Staram się uchwycić obraz w którym sensy rezonują w odbiorcy pytaniami, czasem zdziwieniem inspirującym do poznawczego wysiłku, czasem obojętnością, a nawet pobłażliwym uśmiechem. Prawda o rzeczywistości nie ma jednak prostego wykładnika. Często w kontakcie z odmiennością kultur zadajemy sobie pytanie, jak przeniknąć głębiej, by poznać jej prawdę lub tajemnicę. Czy zaproponowana odmiana fotografii niewystylizowanej, surowej, nie poddanej retuszowi jest bardziej prawdziwa? W zasadzie unikam kategoryzowania i szufladkowania fotografii. Każde zdjęcie oglądam “od początku”, bez osądzania, w jakim jest ono stylu i czy spełnia wymagane kryteria. Nazwa street photography najbardziej oddaje nastrój, w jakim uchwycone są te sceny, choć zapewne zdjęcia te nie spełniają wszystkich wymogów tego gatunku. Starając się zachować spontaniczność w zatrzymywaniu niepowtarzalnych momentów, nie edytuję graficznie i nie kadruję dodatkowo swoich prac.

Indie powszechnie postrzegane są jako kulturowa mozaika, ujawniająca pełen wachlarz religijności i zachowań rytualnych, gdzie czasem skrajny fundamentalizm swobodnie miesza się z nieograniczoną wprost tolerancją wobec odmienności. Indie od wieków fascynują, inspirują i wciąż pozostają nieodgadnione. Pobieżnie i zdawkowo rozproszona uwaga przeciętnego turysty dostrzega powierzchowności „pierwszego planu zdarzeń”: ubóstwo, brak kanalizacji, wszechobecną brzydotę, tumany kurzu etc. Bardziej wnikliwy obserwator, oswojony odrobinę z mentalnością mieszkańców Hindustanu – często silnie odbiegającą od europejskiej – zobaczy coś więcej.

Znany Europejczykom model religijności sankcjonowanej instytucjonalnie, praktykowany często w sposób nawykowy i powierzchowny, właściwie nie ma racji bytu wśród ludzi z dorzecza Gangesu. W uproszczony sposób można rzec, że nie istnieje tam podział na przestrzeń świecką i przestrzeń religijną. Duchowość przenika każdy wymiar życia. Taka kosmologia jest wpisana w indyjski system postrzegania świata. Dlatego możemy mówić o ukrytej i prawie niedostrzegalnej religijności zawartej w gestach, w spojrzeniach, w skupieniu. Umysł osoby zatopionej w medytacji pracuje intensywnie niczym zharmonizowany instrument, wciąż zajęty subtelną interakcją ze światem bóstw, wewnętrznej jaźni czy rozważań daleko odbiegających od przyziemnych problemów. Stąd często na fotografiach pojawia się jakby nieobecny wzrok uchwyconych postaci, pozorna bezczynność. Wciąż zadaję sobie pytanie, czy można uchwycić chwilę oświecenia, wkraść się fleszem z zaskoczenia w sferę widomych oznak transcendencji uniwersalnej.

W dobie urynkowienia wszystkiego, także religijności, przychodzi czas na nieuniknione antropologiczne analizy sfery recepcji dogmatów i uczestnictwa w instytucjonalnych rytuałach. Dążąc do czystego źródła, dzisiejszy człowiek szuka holistycznego zrozumienia Boga i naszych z nim relacji. Jedynie przez doświadczenie możemy sami ocenić, jakie drogi poznania i zbliżenia się mogą być nam pomocne w danym momencie. Zauważyłem, iż ludzie wychowani, czy raczej wytłoczeni odmienną matrycą kulturową, mający inny zestaw pojęć, zupełnie inaczej pojmują takie kategorie, jak wiara czy Bóg. Bez najmniejszego problemu potrafią zwracać się do zupełnie różnie wyglądających bóstw, nawet jeśli pochodzą one z różnych systemów wierzeń religijnych. Wiara, że jest to cały czas ta sama boska osoba o tych samych mocach i cechach – lecz jakby sfotografowana w innym momencie – jest moim zdaniem wiarą prawdziwą.

Jacek Mueller

Zachowania rytualne, symbole, obrzędy.

Opole, 17 maj 2012

Jedną z dziedzin kultury, która przyciąga uwagę nie tylko antropologów ale i ogół opinii publicznej jest religia, jej niesamowity wachlarz form i związanych z nimi zachowań i praktyk. Zgłębianie owych form jest o tyle dla niektórych trudne iż dotyka ono naszych filarów jestestwa, często jest to prawdziwe wyzwanie w stosunku do naszych utartych, ale nie zawsze zrozumianych koncepcji prawdy i realności. Dla Durkheima, religia spełnia rozmaite funkcje społeczne, zarówno jako wspaniały nośnik przekazywania idei i uczuć, jak i medium regulujące i określające relacje panujące w społeczeństwie. Rolę emblematów i symboli upatrywał w podtrzymywaniu i utrwalaniu uczuć społecznych dodatkowo pobudzanych obrzędami. Obrzędy owe miały przekształcić pojedyncze uczucia w “uczucia społeczne”, budować wspólnotę. W swych stwierdzeniach odwoływał się do doświadczeń wierzących: “Każdy bowiem naprawdę praktykujący człowiek wie dobrze, że to właśnie kult niesie doznanie radości, wewnętrznego spokoju, równowagi, entuzjazmu, stanowiące dla wiernych niejako namacalny dowód ich wiary”.

Jednak takie podejście do kultu i praktyk religijnych jakie prezentuje Emile Durkheim,  może i z punktu widzenia ludzkiego jak najbardziej słuszne i poprawne wydaje się być dość ograniczonym, nie wychodzi bowiem ono jednak poza sferę profanum. Oczywiście rytuał jako taki, nie musi być zjawiskiem wyłącznie religijnym, możemy przytoczyć ogromną ilość rytuałów, które są zwyczajnymi zachowaniami godowymi czy chociażby obsesyjno-kompulsywnymi, jak ciągłe mycie rąk, czy rutynowe gesty zapewniające szczęście, jednak tu chciałbym omówić rytuał jako formę “przejścia” między dwoma światami – światem duchowym i materialnym.

Wallace zaproponował w 1966 typologię rytuałów która uwzględnia:

– obrzędy techniczne – rytuały, których intencją jest osiągnięcie określonych celów, takich jak wróżenie czy obrzędy wzmagające.

– obrzędy terapeutyczne lub antyterapeutyczne – rytuały, których intencją jest uleczenie z choroby lub nieszczęścia, na przykład czarnoksięstwo i czary.

– obrzędy ideologiczne – rytuały, których intencją jest wyrażanie lub osiągnięcie celów społecznych, włącznie z obrzędami przejścia.

– obrzędy zbawienia – rytuały, których intencją jest wywołanie zmiany w społeczeństwie, zwłaszcza w chwilach kryzysu społecznego.

Dwa główne obrzędy na których skupia uwagę Jack David Eller “Antropologia Kulturowa …” to właśnie obrzęd wzmożenia i przejścia.

Obrzęd wzmożenia to wg niego rodzaj obrzędu, dzięki któremu członkowie społeczeństwa osiągają większą wspólnotę, a więzi społeczne ulegają wzmocnieniu. Obrzęd przejścia to natomiast rodzaj obrzędu, którego intencją jest zmiana lub wprowadzenie zmiany statusu lub roli uczestników, na przykład inicjacja (zmiana młodzieńca w dorosłego, czy zawarcie związku małżeńskiego) Zarówno w przypadku przejścia jak i wzmożenia mamy do czynienia z interakcją ze światem nieludzkim, w obydwu ma miejsce ofiara. Samej ofiary nie możemy traktować tutaj jako obrzędu, choć w niektórych kulturach o czym dalej, ofiara sama w sobie jest wyrazem i symbolicznym wyznaniem. Ofiara jest tutaj częścią składową obrzędu. W wielu systemach religijnych spotykamy czasem bardzo różne formy ofiar, od prostych gdzie ofiarowywana jest myśl, woda lub liść, do aren ofiarnych,  gdzie ofiarą bywały nawet zwierzęta czy ludzie. Ofiara kierowana zawsze jest do Osoby boskiej, bo tylko ona może nam dopomóc w sferze sacrum, czasami do innych istot duchowych.

Aby poszerzyć spektrum praktykowania i zwizualizować obiekt kultu, używane są boskie wizerunki. W chrześcijaństwie i nie tylko, niektóre wizerunki przechodzą z czasem w byt duchowy trudny do zrozumienia. Są z jednej strony materialne, bo wykonane z metalu lub drewna, jednak czczone jak byt duchowe. W Indiach w tradycji wisznuickiej, gdzie obiektem czczenia jest Wisznu jako oryginalne źródło oświecenia i łaski, też mamy do czynienia z wielbieniem wizerunku w formie postaci boskiej. Jak wyjaśnia Bhagawadgita owoce praktyk czczenia uznaje się za darowane wyłącznie przez Pana w akcie jego łaski, której istota polega na tym, że przybliża ona do niego praktykujących, tak by mogli się oni oddać mu na wieczną służbę. Taki akt wielbienia za którym nie stoi już materialna pobudka lecz, kult praktykowany dla samego zadowolenia najwyższego jest już wprowadzeniem do stanu związku i oddania Panu (bhakti).

Większość ludzi wychowanych w kulturze Zachodu posługuje się słowem “mit”, mając na myśli niedowierzanie bądź lekceważące traktowanie przekazów czy literatury np. starożytnej religii greckiej. Zwykle ludzie nie odnoszą słowa “mit” do hołbionych i akceptowanych przez siebie wierzeń, ponieważ słowo to ma wydźwięk pejoratywny: chrześcijanie nie nazywają historii o Adamie i Ewie mitem. W sensie antropologicznym mit nie sugeruje i nie implikuje fałszywości. W sensie społecznym mity to sposób przekazywania sacrum, jakiejś świętej historii. To bardziej sposób narracji. Jak pisał Bronisław Malinowski w jednym z najczęściej cytowanych w antropologii fragmentów:

(…) mit badany w swej żywej postaci nie jest symbolicznym, lecz bezpośrednim wyrazem przedmiotu, którego dotyczy. Nie jest wyjaśnieniem zaspokajającym potrzebę zainteresowań naukowych, ale narracją, w której zmartwychwstaje pradawna rzeczywistość, narracją opowiadaną dla zaspokojenia głębokich potrzeb religijnych, uzasadnieniem dążeń moralnych, legitymacji nierówności społecznych, wyjaśnienia twierdzeń czy nawet wymogów praktycznych. W kulturze pierwotnej mit jest nieodzowny: wyraża, wzbogaca i kodyfikuje wierzenia; (…)


Religia i praktyki z nią związane są niewątpliwie źródłem wyjątkowych problemów. Znalezienie właściwej perspektywy wydaje się arcytrudnym zadaniem dla badaczy tych tematów. Jak bardzo dosłownie traktować przekazy i w jakich kategoriach je analizować. Trudno jest nawet ustalić jakąś pewną i autorytatywną definicję samej religii, a co dopiero analizować sferę nadludzką. W jakimś sensie musimy wykazać pokorę i tylko z takim nastawieniem możemy starać się iść dalej.

Jacek Mueller

bibliografia:

Antropologia Kulturowa, Globalne siły, lokalne światy Jack David Eller; Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Malinowski B. 1990. Mit, magia, religia. Warszawa: PWN.

Attending Krsna’s Image: Caitanya Vaisnava murti-seva as devotional truth, Kenneth Russell Valpey, 2009

Refleksje z wystawy „Rytuał i oddanie”, Madhai-jivana Nitai dasa

Wrocław, 7.06.2012

Refleksje z wystawy zdjęć z Indii autorstwa Jacka Mullera pt. „Rytuał i oddanie”
W dzisiejszej kulturze zachodniej słowo „rytuał” coraz rzadziej kojarzy się z obrzędami religijnymi. W tym kontekście surowe, czarno-białe fotografie z tradycyjnych Indii sytuują widza w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Ryt jest wciąż od stuleci (często w niezmienionej formie) bardzo ważną, codzienną czynnością pobożnego mieszkańca Indii. W zależności od intencji celem obrządku może być zachowanie tradycji, polepszenie warunków bytowych (w tym życiu czy też następnych) lub osiągnięcie wyzwolenia z powtarzającego się cyklu narodzin i śmierci (moksza).
Zgodnie ze starożytnymi pismami Indii – Wedami cykliczny rytuał rozwija u szczerego praktykanta oddanie. A dzięki oddaniu ceremoniał nie pozostaje dłużej codziennym automatycznym rytuałem ale wciąż pogłębiającą się celebrą. Często jest to połączone z różnego rodzaju medytacją. Kiedy oddanie dla Boga staje się wolne od materialnych motywacji nazywane jest bhakti. Celem praktyki bhakti jest tylko i wyłącznie zadowolenie Wisznu czy też Kryszny.
Pisząc te słowa, mam przed oczami obraz współczesnego, zachodniego miasta: Ponad wieżami kościołów skierowanych w niebo górują szklane drapacze chmur mocno usytuowane na ziemi, w których wielbi się z wielkim oddaniem pieniądz. Rzędy błyszczących  samochodów, które celebrują rytualne pielgrzymki do hipermarketów. A pomiędzy tym wszystkim maleńkie szybko biegające mróweczki – ludzie. Czy na moim obrazie jest miejsce na „rytuał i oddanie”?  Z pewnością tak.
Na początku stworzenia Pan wszystkich istot wysłał generacje ludzi i półbogów, wraz z ofiarami dla Visnu, i pobłogosławił ich mówiąc: ’Bądźcie szczęśliwi poprzez tę yajnę (ofiarę), albowiem spełniając ją, otrzymacie wszystko co konieczne jest do pomyślnego życia i osiągnięcia wyzwolenia.

Bhagavad-gita (Pieśń Pana) 3.10


Mnich bhakti-jogi
Madhai-jivana Nitai dasa

 

jacek mueller: RYTUAŁ I ODDANIE, wystawa fotografii we Wrocławiu

Zapraszam serdecznie na wystawę moich zdjęć do Wrocławia:

Gmach Główny Uniwersytetu Muzeum Uniwersytetu Wrocławskiego, Wieża Matematyczna, Pl. Uniwersytecki 1, 50-137 Wrocław, tel./fax. + 48 71 375 26 18

organizatorzy:

Instytut Studiów Azjatyckich

oraz Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wernisaż: 19 maja, godz. 15:00

(koncert sitarowy w wykonaniu Adama Dudka, poczęstunek indyjski   WSTĘP ZA DARMO!)

W dobie urynkowienia wszystkiego, także religijności, przychodzi czas na nieuniknione antropologiczne analizy sfery recepcji dogmatów i uczestnictwa w instytucjonalnych rytuałach. Dążąc do czystego źródła, dzisiejszy człowiek szuka holistycznego zrozumienia Boga i naszych z nim relacji. Jedynie przez doświadczenie możemy sami ocenić, jakie drogi poznania i zbliżenia się mogą być nam pomocne w danym momencie. Zauważyłem, iż ludzie wychowani, czy raczej wytłoczeni odmienną matrycą kulturową, mający inny zestaw pojęć, zupełnie inaczej pojmują takie kategorie, jak wiara czy Bóg. Bez najmniejszego problemu potrafią zwracać się do zupełnie różnie wyglądających bóstw, nawet jeśli pochodzą one z różnych systemów wierzeń religijnych. Wiara, że jest to cały czas ta sama boska osoba o tych samych mocach i cechach – lecz jakby sfotografowana w innym momencie – jest moim zdaniem wiarą prawdziwą.

Jacek Mueller