Joga to jest to!

Rozmawiała Aneta Augustyn
2010-11-20
Praktykowałem jogę intensywnie, także w indyjskich aszramach i widziałem jej dobroczynny wpływ. Trzeba było to jednak udowodnić, a w oficjalnej nauce długo nie było miejsca na jogę. Teraz to się zmienia - mówi prof. Sat Bir Singh Khalsa

Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta / Prof. Sat Bir Singh Khalsa
Aneta Augustyn: Ćwiczy pan jogę?
Prof. Sat Bir Khalsa*: Przynajmniej trzy razy w tygodniu, po godzinie - najpierw ćwiczenia ciała, potem oddechy z mantrami, na koniec relaks.
To działa?
Pomaga radzić sobie ze stresem i stanami lękowymi, nadmiernym pobudzeniem, generalnie poprawia samopoczucie. Poprawia kondycję, skutecznie znosi bóle kręgosłupa, stawów. Udowodniono, że wzmacnia układ immunologiczny i nerwowy. Ćwiczenia w połączeniu z odpowiednią dietą i zmianą stylu życia mogą obniżać nadciśnienie i zatrzymać chorobowe procesy w tętnicach. Prof. Dean Ornish w piśmie “Lancet” dowodził, że joga, jako pewien styl życia, może odwrócić procesy chorobowe układu krążenia.
Sporo badań dowodzi, że obniżając poziom stresu, poprawia także gospodarkę insulinową. A techniki oddychania, które wyciszają i poprawiają wydolność oddechową, mogą służyć astmatykom.
Z badań wynika też, że po długotrwałych medytacjach w mózgu rośnie poziom GABA, tj. neuroprzekaźnika, którego zbyt mała ilość ma związek ze stanami depresyjnymi. To sugerowałoby, że joga może działać jak antydepresant.
Dlatego szczególnie polecana jest przy tych problemach, które związane są z reakcją stresową: alergie, choroby skóry, bezsenność, depresja, nadciśnienie, zaburzenia łaknienia, nerwice czy uzależnienia.
Czy lekarze przepisują jogę zamiast pigułek?
Widzą, że to działa. Znam takich, którzy sami praktykują. Joga mogłaby wspierać leczenie chronicznej bezsenności, która jest spowodowana zwiększoną aktywnością kortyzolu zwanego hormonem stresu.
Robiłem spore badania na osobach w wieku 25-60 lat, które przez dwa miesiące codziennie po 45 min ćwiczyły same w domu - w sposób, jaki im pokazałem. Okazało się, że w stosunku do grupy kontrolnej zasypiali dwukrotnie szybciej, spali znacznie lepiej, rzadziej wybudzali się w nocy.
Od wielu lat znane są prace kardiologa Henry’ego Bensona, który językiem medycznym opisał reakcję relaksacyjną będącą odwrotnością reakcji stresowej (nawiązałem z nim współpracę i mamy razem przeprowadzać badania).
Sondaże z ubiegłego roku pokazują, że większość ćwiczących Amerykanów robi to dla lepszego samopoczucia i odstresowania, 37 proc. szuka doświadczeń duchowych, a 5 proc. zdecydowało się na to po sugestii lekarzy.
Nie wystarczy zwykła, regularna gimnastyka?
Oczywiście, ona też daje dużo dobrego, tak jak pływanie, aerobic, ćwiczenia na siłowni czy siatkówka. Ale piękno jogi polega na tym, że to coś więcej niż ruch. Ona wpływa bardziej kompleksowo, bo składa się z asan, czyli odpowiednich pozycji ciała, technik oddechowych oraz medytacyjnych. W badaniach zawsze zalecamy te wszystkie trzy elementy.
W przeciwieństwie do innych form ruchu tu bardzo ważny jest czynnik umysłowy: uważność, koncentracja na pogłębionym oddechu i partiach ciała. Inaczej niż w zwykłym fitnessie mniejszy nacisk stawia się na siłę i wytrzymałość, a większy na elastyczność i odczuwanie różnic między napięciem a rozluźnieniem. Tu nie ma współzawodnictwa. Ważniejsze jest wyciszenie emocji i równowaga psychofizyczna.
Część pana badań nad jogą jest finansowana przez amerykańskie Narodowe Instytuty Zdrowia. Rząd amerykański przekonał się do jogi?
To zainteresowanie pojawiło się dopiero w latach 90., gdy sondaże wykazały, że Amerykanie więcej wydają na medycynę alternatywną niż na oficjalne terapie. To było duże zaskoczenie i przełom w podejściu do innych metod leczenia.
Narodowe Instytuty Zdrowia powołały wówczas Narodowe Centrum Medycyny Alternatywnej, które ma się przyjrzeć m.in. ajurwedzie, ziołolecznictwu, jodze. Zbadać, czy to jest bezpieczne, na czym się opiera, czy jest skuteczne.
Pierwszy grant na badania nad jogą dostałem dopiero w 2000 r. A starałem się o to od wielu lat. Jogą zainteresowałem się jeszcze jako student, w latach 70., na fali kontrkultury i masowej fascynacji Wschodem. Praktykowałem wówczas intensywnie, także w indyjskich aszramach i widziałem jej dobroczynny wpływ. Trzeba to było jednak udowodnić, a w oficjalnej nauce nie było miejsca na jogę. Teraz to się zmienia.
Sceptycyzm naukowców jest jednak nadal silny. Kiedy występuję o granty, często spotykam się z nieufnością.
A nad czym pan teraz pracuje?
Sprawdzamy wpływ jogicznych technik relaksacyjnych na pracę układu krążenia oraz zespół stresu pourazowego. Zaprosiłem do badań weteranów z Wietnamu, Afganistanu, Iraku, którym dokuczają nawracające koszmary senne, wysoka nadwrażliwość emocjonalna, problemy ze snem, lęki.
W Polsce jest pan pierwszy raz?
Tak, byłem na grobie dziadków oraz u kuzynów w Jastkowicach koło Stalowej Woli. Tam w 1917 r. urodził się mój ojciec Franciszek Rak. Służył w 10. Pułku Strzelców Konnych generała Maczka, był internowany na Węgrzech, trafił do obozu koncentracyjnego we Flossenbürgu. Właśnie w Niemczech, tuż po wojnie poznał moją mamę - Annę Elnikową, Rosjankę z Kurska. Wyemigrowali do Toronto, gdzie się urodziłem i kończyłem studia.
Sat Bir Khalsa to moje nazwisko duchowe, które dostałem od mojego nauczyciela jogi i od tej pory innego nie używam.
*Prof. Sat Bir Khalsa - neurofizjolog z Harvard Medical School. Przyjechał m.in. na zaproszenie Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, gdzie prowadził wykłady dla studentów pierwszych w Polsce Podyplomowych Studiów Psychosomatycznych Praktyk Jogi.
** Dziękuję za pomoc Renacie Niemierowskiej i prof. Leszkowi Kulmatyckiemu
Ostatnie Komentarze